16/09/2026Tagi: AlpyDolomityCima Ovest di LavaredoWspinanie górskie lato

Petri Heil, Cima Ovest di Lavaredo

Wycena: VIII-   Wycena uzupełniająca: 6c/6c+   Asekuracja: RS2   Długość [m]: 600m   Wyciągi: 19   Czas [h]: 9   Wystawa: N   Ocena: 9/10   Komentarz:    

Jak żegnać się z Dolomitami to mocnym akcentem – czas na obiecane Ani wspinanie na Tre Cime od północnej strony. Ma jednak nie być „strasznawo”, do tego dzień wcześniej znowu leje, wybór pada więc prawie w całości ubezpieczoną spitami i hakami nowoczesną (2016) linię – Petri Heil (6c/6c+ 600m) na Cima Ovest, którą prowadzę w całości. Droga okazuje się strzałem w dziesiątkę – zaskakuje atrakcyjnością oraz wyszukiwaniem pięknej skały, co mocno kontrastuje z okoliczna kruszyzną. Biorąc pod uwagę, że większość z 19 wyciągów jest pięknych, kluczowy odcinek spektakularny i ewidentny, a po wyjściu na kant wspinamy się z niesamowitym widokiem na sąsiednią Cima Granda, nie pozostaje nic innego jak mocno polecić drogę jako atrakcyjną alternatywę dla starych okolicznych tradów.

Pod ścianę dostajemy się spacerem z parkingu przez Col di Mezzo – po przejściu przełęczą na drugą stronę po chwili odbijamy wyraźną ścieżką pod północną ścianę Zachodniej Cimy. Droga startuje u podstawy lewego filara  - pierwsze stanowisko znajduje się na półce pod wyraźnym żółtym zacięciem pomiędzy czarnymi pasami skały, docieramy do niego trójkowym terenem i wypatrujemy spitów. Urodą zaskakują już pierwsze metry (6b) – jest bardzo estetycznie i ewidentnie, a spity i haki są tam gdzie trzeba. Dwa kolejne krótkie odcinki ubezpieczone hakami (trawers w lewo 5a i podejście filarem do góry za 4b) siłą rzeczy nie dostarczają takich wrażeń – ich celem jest jednak umożliwienie dotarcia pod kolejne trudności.

Kluczowy czwarty wyciąg (6c, oryg. 6c+ ale raczej tyle nie ma) onieśmiela wyglądem – przedziera się przez żółte przewieszenia, okazuje się jednak że skała jest świetnie urzeźbiona, spity i haki komfortowo rozmieszczone, a klamy prawie wszędzie gdzie się sięgnie 😊. Oczywiście trzeba się wspinać i z dwa miejsca dają do myślenia – całościowo jednak wyciąg jest bardzo OS-owy i tak też udaje się go pokonać. Na kolejnych wyciągach dla odmiany wspinamy się w pięknych czarnych płytach – na początek efektowny, świetny odcinek z przewinięciem za kant (6a+), następnie dwa wielką załupą wzdłuż depresji (6a, 5c) gdzie mimo spodziewanego ścieku jest tylko trochę mokrawo. Wspinanie mimo niższej wyceny ma tutaj nieco górskich charakter, smaczku dodaje zwłaszcza wyjście z komina na koniec 😉. Po wyjściu na półkę w filarze naszym oczom ukazuje się niesamowita północna ściana Cima Grande i widok ten towarzyszyć nam będzie prawie do końca drogi.

Po pokonaniu dwóch łatwych odcinków (na pierwszym za 4a wspólnym z Kantem Demutha jest tylko jeden hak, na drugim za 4c trawersujemy w prawo) docieramy do stanowiska pod żółtą przewieszką na starcie wyciągu nr 10 (6b) – po jej pokonaniu robi się łatwiej, docieramy rysami pod płytową część ściany. Tutaj spity i haki rozmieszczone są już rzadziej, pojawiają się też lekko kruche miejsca, generalnie jednak droga świetnie je omija. Tylko w jednym miejscu jak na złość jedyny zrzucony (leżący luzem) większy kamień trafia w ramię Anię, na szczęście poza bólem nie ma to poważniejszych konsekwencji.  Wyciąg 11-ty to szara płyta (za 5a), 12-ty ma niebanalny fragment w gładszej skale na starcie (6a+) i stromy finał. Trudnawo i odważniej jest też na początku kolejnego odcinka (6b), potem jednak znowu wspinanie robi się bardziej przystępne i szybciutko pokonuje się kolejne metry – przeloty umieszczone są co 5-8 metrów ale w razie konieczności można coś swojego dorzucić (stąd mimo wszytko wycena całości RS2 choć w trudnościach S2).

Na początku wyciągu nr 14 (5a) trawersujemy w prawo do depresji, która wyprowadza pod kolejne płyty – nimi (5c) omijamy kruche żółte przewieszenia po lewej i trawersem na wyciągu 16 (6a) wychodzimy na dużą półkę, gdzie namierzamy stanowisko obok jaskini po prawej. Na wyciągu 17-tym (5c) po początkowych wspinaniu do góry czeka ok. 15-metrowy trawers w lewo, długie liny na spitach i hakach mają więc swoje uzasadnienie, a i tak warto je przedłużać. Na deser pozostają nam piękna szara płyta na wyciągu 18 (6a+) oraz kapitalne wspinanie po krawądkach na odcinku 19 (6b).

Po wyjściu na taras podszczytowy wszystko niestety zachodzi nam chmurami – wcześniej mamy jednak okazję podziwiać zjawiskowe Widmo Brockenu nad Dużą Cimą. Na szczycie (60 metrów terenu II) jednak nie widać nic poza krzyżem – troszkę szkoda bo obiecywałem partnerce piękne widoki, pozostaje więc trochę wyobraźni 😉. Nie rozsiadamy się więc za bardzo (tym bardziej że pozostaje nieco ponad godzina do zmroku) i rozpoczynamy zejście. Dysponując schematem Drogi Normalnej, która dodatkowo oznakowana jest pomarańczową farbą, jest bezproblemowo nawet przy kilkumetrowej widoczności – dzięki temu też już po około dwóch godzinach meldujemy się w żlebie doprowadzającym do szlaku po stronie południowej. Pozostaje więc chwila spaceru na parking i przejazd do miejsca noclegowego – już na wylocie z Dolomitów, gdyż dnia następnego będziemy leżeć już na chorwackiej plaży i zasłużenie restować po obozie przez całe trzy dni!