Phantom, Predigstuhl
W przeciwieństwie do Tatr gdzie na chwilę zrobiło się zimowo, Alpy opanował kilkudniowy wyż. Mając do dyspozycji tylko weekend wymyślam intensywny ale motywujący plan – wyjazd w piątek wieczorem do Wilder Kaiser, dwie piękne drogi i powrót w poniedziałek rano do pracy . By takie coś się powiodło nieodzowny jest jednak solidny partner - po tym jak kilka godzin przed wyjazdem zostałem wystawiony do wiatru a nie znalazł się chętny „last minute”, sytuację ratuje Ania poświęcając swoje weekendowe plany i zobowiązania by mi towarzyszyć. Po podróży i krótkim przespaniu się udajemy się z Griesner Alm pod zachodnią ścianę Predigtstuhl, na której przechodzimy z moim prowadzeniem drogę Phantom (8, 300m OS) i dodatkowy odcinek na północny wierzchołek (2115m) masywu.
Efektowna ściana uzbrojona w strome filary zwróciła moją uwagę dwa lata temu, gdy wspinaliśmy się naprzeciwko na kapitalnym Sudostverschneidung – już wtedy na listę „to do” trafiły dwie drogi na niej – Direttissima (8) i Phantom właśnie. Tym razem ze względu bardziej płytowy charakter wybór pada na drugą z nich – dodatkową zachętą jest fakt, że umieszczona została ona w gronie nowoczesnych klasyków w przewodniku Im Modernen Fels. Pięknie prezentująca się linia trudności kumuluje w środkowej części, gdzie czekają cztery mocne (7+ do 8) odcinki z kantami, rysami i dziurami. Wydaje się to więc idealne pod późny start po podróży i podejściu – po rozgrzewce akurat dotrze do nas Słońce i towarzyszyć będzie aż do zmroku. Jak się jednak okazuje wspinamy się długo za kantem filara i przez lodowaty wiatr przyjemność wspinania jest nieco ograniczona, do tego trzymając się za długo chwytów odcina ręce co przekłada się na kilka stresujących chwil 😉. Asekuracja oznaczona jest w przewodniku jako E3- (legenda tamże i na stronie Markusa) – droga jest obita spitami w trudnościach, do uzupełnienia i na łatwiejsze pasaże potrzebne są jednak friendy (mieliśmy 0,2-2 i na każdym wyciągu coś z tego się przydało).
Dysponując schematem z przewodnika ale i dobrym zdjęciem ze strony Markusa Stadlera (z opisem drogi TUTAJ) łatwo lokalizujemy charakterystyczny „kwadrat” czyli wielkie wycięcie w skale o rozmiarze ok 10x10m pod którym startuje droga. W to miejsce dochodzimy ok 80m terenem za I – stanowisko jest po lewej (to po prawej jest z nowej drogi Gral) i tutaj się wiążemy. Pierwsze trzy i pół wyciągu są wspólne z drogą Fiechtl-Weinberger, bardzo przyjemne wspinanie w niewygórowanych trudnościach daje się dobrze rozgrzać. Na początek idziemy wzdłuż kantu za rzadko rozmieszczonymi spitami, następnie przewijamy się w lewo by ominąć przewieszki na lewo od „kwadrata” (miejsce 6+) i odbijamy w prawo do stanowiska. Drugi odcinek nie ma spitów, jest jednak łatwy (4) i można się komfortowo asekurować friendami – prowadzi wzdłuż rynny na prawo od stanowiska, idziemy nią i kantem po prawej, po czym na samej górze trawersujemy mocno w lewo pod małą nyżę.
Trzeci wyciąg (6) startuje z lewego skraju półki – pokonujemy ciekawą ściankę i kontynuujemy do stanowiska z drogi Fiechtla, zgodnie z topo nie zatrzymujemy się tutaj jednak lecz idziemy dalej piękną rysą w lewo (na własnej) do pierwszego niezależnego stanu (45m). Tutaj zaczynają się właściwe trudności – na początek wyciąg za 7+. Z komina przechodzimy do niebanalnego technicznego zacięcia z którego wydostajemy się na kant – od ostatniego spita do stanu jest daleko, można coś jednak dorzucić. Po wyjściu na półeczkę zgodnie z topo robimy stanowisko przy spicie (po 25m) co trochę dziwi, wszędzie są bowiem kompletne stanowiska – wszystko się jednak zgadza, a łączenie z kolejnym wyciągiem nie jest wskazane. Czeka bowiem na nim nie tylko główna trudność drogi (8) ale i sporo czujnego wspinania na równowagę – trawers przez płytę do kantu, odważne wyjście z niego na półeczkę (tam mała niespodzianka dla poprawy humoru 😉) i niełatwa rysa doprowadzająca do stanu.
Szósty wyciąg (7+) jest spektakularny – zaczynamy kominem, po chwili jednak wychodzimy z niego przez płytę na kant po prawej i wspinamy się wzdłuż niego aż do przełamania terenu. W przeciwieństwie do mojego zachwytu, nie nastawionej na taki ciąg trudności i zmęczonej Ani wspinanie daje się mocno we znaki, a odległe wpinki nie pozwalają na zbyt częsty odpoczynek – pocieszam ją jednak, że do końca pozostaje nam jeden trudniejszy wyciąg o bardziej połogim charakterze. Dostajemy się pod niego pokonując krótki odcinek łącznikowy (5+) – kominem po prawej i na szczyt turnicy. Stąd warto przenieść stanowisko do półki pod pierwszym spitem – inaczej czeka nas asekuracja na siedząco i banan z liny wiszący nad przełączką. Na ósmym wyciągu zgodnie z przewidywaniami charakter wspinania jest zupełnie inny – połóg z dziurami, z jurajskim cruxem (8-) w postaci przewinięcia przez brzuszek skalny – wchodzę i schodzę kilka razy, w końcu ryzykuję ruch i udaje utrzymać się OS-a. Niebanalne miejsce, na pocieszenie ze spitem przy tyłku. Do zwieńczenie filara pozostaje łatwy fragment (4) i czeka nas decyzja – zjeżdżać czy iść dalej na szczyt. Partnerka daje się namówić choć później okupi to sporymi nerwami przy pokonywaniu stresującego długiego trawersu (4+) na drugiego, który czeka z półki przez spiętrzenie szczytowe aż do komina pod wierzchołkiem.
Na szczycie nie zabawiamy zbyt długo, wkrótce bowiem będzie ciemno a czekają nas zjazdy i zejście. Po trawersie za kolejny (środkowy) wierzchołek do przełączki (nie tej zaraz pod nami!) docieramy do początku zjazdów wielkim kominem (Botzongskamin) i po kilku zjazdach (stanowiska są co 25m więc można na jednej żyle lub łączyć) docieramy do kamienistego kociołka, z którego nie idziemy w dół, a w lewo i lekko do góry za turniczkę – dalej już pokazuje się ewidentna ścieżka wyprowadzająca ze ściany do Steinernerinne. Mimo wielu ciężkich chwil Ania daje namówić się by zrealizować drugą część planu i wspinać się też w niedzielę – decyzję podejmujemy już teraz by zostawić sprzęt pod wschodnią ścianą Fleischbanku – nie trzeba będzie rano wynosić go z powrotem. Na szczęście gdy po 21-tej docieramy do schroniska Stripsenjochhaus dostajemy jeszcze ciepłą zupę i zimne piwo, co zdecydowanie poprawia humor i regenerację 😉.






















