Rebitsch-Spiegl, Fleischbank
Drugi dzień weekendowej akcji w Wilder Kaiser. Po sobotnim wspinaniu na Predigstuhl wieczorem zostawiamy liny i sprzęt w Steinerne Rinne i schodzimy na nocleg do schroniska. Dzięki temu kolejnego dnia rano będziemy mogli podejść na lekko – do tego nie będzie innego wyjścia jak udać się pod ścianę! Na szczęście mimo kiepsko przespanej nocy i ciężkich chwil poprzedniego dnia, Ania wykazuje się charakterem i daje namówić się na przejście upatrzonego starego klasyka Rebitsch-Spiegl (7, 290m RP) na wschodniej ścianie Fleischbanku (2187m). Trudności drogi wyznacza ciąg rys na pierwszych trzech wyciągach – wymagający jest szczególnie drugi z nich. Po tej mocnej ale na szczęście gęsto wyposażonej w ringi części, dalsza jest obita częściowo (przydatne friendy #0,3-1) ale i zdecydowanie łatwiejsza (do 6) – jak wiadomo jednak na starych wilderowych klasykach nawet gdy jest łatwo to tak nie jest 😉, dlatego też prowadzę do końca. Finalnie okazuje się, że góra nie jest taka straszna, do tego atrakcyjna wspinaczkowo i lita – całość więc absolutnie zasługuje na wyróżnienie i polecenie osobom swobodnie czującym się w górskich formacjach o mocno siódemkowej wycenie.
Po ponownym podejściu rynną i odzyskaniu sprzętu wchodzimy w ścianę by dostać się do pierwszego stanowiska. Początkowo robimy to w złym miejscu wypatrując nie tej rysy co trzeba, po chwili jednak korygujemy błąd i trawersujemy do wypatrzonych dwóch ringów (będą na każdym stanowisku). Stąd startujemy pęknięciem w rampie wprost w kierunku ciągu rys, którym podążać będziemy przez kolejne trzy wyciągi. Pierwszy ring jest dość wysoko, w tym miejscu jednak dopiero zaczynają się trudności, wyżej asekuracja stała jest bowiem bardzo komfortowa. Po pokonaniu uklamionej rysy z jednym trudniejszym miejscem (6-) docieramy do stanowiska pod kluczowym wyciągiem. Na nim czeka nas 40 metrów zajmującego wspinania podzielonego na dwa ciągowe odcinki – pierwszy to bardziej siłowa przewieszona rysa (faktycznie ok. 7), drugi techniczne zacięcie z bardzo wymagającym cruxem pod koniec (mało takich ósemek w Tatrach jak ta siódemka 😉). Odcinek ten kosztuje sporo walki, wizja powtórki dopinguje jednak bardzo mocno i na szczęście udaje się w pierwszej próbie.
Niestety na starcie kolejnego wyciągu (7- z uśmieszkiem) w gładkim zacięciu z rysą noga wyjeżdża mi ze stopnia i konieczna jest powtórka – idzie sprawnie, a kolejne 30 metrów to już przyjemne wspinanie po dobrych chwytach. Po wydostaniu się z przewieszonej części ściany na taras pod kominem droga mocno trawersuje w lewo. Zaczynamy filarkiem, przecinamy linię drogi X i wypatrujemy ringa w płycie – kolejne kierują nas płytami (V+) za kant, gdzie z półeczki odbijamy już do góry i wychodzimy na trawnik. Z niego przechodzimy jeszcze jeden uskok z rysą po lewej (hak) i znajdujemy stanowisko. Wyciąg piąty zaczynamy od kilkumetrowego trawersu w lewo do łatwej rynny (brak stałych punktów), którą kierujemy się wprost do góry – tutaj czekają trudności w postaci pionowego kanciku (6, ringi i haki) tuż na lewo od zacięcia z trawą, którym wydawało się że będziemy się wspinać. Końcówka jest dość odważna i lekko krucha więc dobrze coś dołożyć i zachować wzmożoną czujność.
Szósty odcinek (6-) startuje zacięciem wprost, po nim trawersujemy bardzo mocno w lewo aż do kolejnego zacięcia z rysami – pod koniec czeka bardzo ładne i ciekawe wspinanie. Wyciąg ostatni to połoga rynna (4+) z daleka wyglądająca na kruchą, ale tutaj też okazuje się że jest lito i przyjemnie choć oczywiście jak na Wilder przystało nawet na czwórkach nie za darmo więc lepiej nie iść w podejściówkach 😊. Gdyby nie fakt, że wspinamy się drugi dzień wprost z podróży i trzeba spieszyć się na powrót, z pewnością rozważyłbym wariant końcowy drogą X – w tym wypadku ze stanowiska pod rynną przechodzimy trawersem w lewo i pokonujemy dwa efektowne wyciągi (X i X). My tymczasem nad rynną kontynuujemy żlebem wyprowadzającym ze ściany skośnie w prawo – warto iść na lotnej gdyż czeka jedno nieprzyjemne przewinięcie w pełnej ekspozycji. Po dotarciu do północnej grani na szczyt czeka nas około 20 minutowy scrambling (I-II, miejsce III) który można iść już bez liny – orientację ułatwiają czerwone kropki na skale.
Zejście opisywałem już w relacji z Sudostverchneidung, tutaj dodam tylko że po dojściu ścieżką do pierwszego stanowiska pod Hintere Karlspitze najlepszym rozwiązaniem są zjazdy 5x25m (lina 50m nam wystarczyła) – przy dłuższych może być problem z liną, a schodzenie rzęchowatym żlebem w prawo bardzo nieprzyjemne. Po dotarciu do piargów czeka nas jeszcze kilometr zejścia i 7-8 godzin w aucie – po powrocie do domu zostaje akurat kilka godzin na przespanie się przed pracą, do której wrócić można naładowanym energią z dwóch dni w górskich ścianach 😊.
PS. Załączone topo pochodzi z przewodnik Wilder Kaiser Markusa Stadlera, ogólny opis drogi i przebieg są też na jego stronie - TUTAJ, info i topo jest też na Bergsteigen - TUTAJ.






















