P.S. hrana, Wielka Łomnicka Baszta
Przy słonecznej pogodzie jaka dotarła w Tatry, ciężko było doczekać się weekendu, nawet mając za sobą dwa intensywne dni w Wilder Kaiser. Zalegający powyżej 2000m śnieg ograniczył jednak pole działania – nisko położona Wielka Łomnicka Baszta ze swoją zachodnią wystawą wydawała się więc dobrym typem. Jedną z ostatnich ciekawych dróg jakie zostały mi do zrobienia na tej ścianie pozostawała P.S. Hrana (VIII+ 100m), kusząca atrakcyjną logiczną linią wzdłuż kantów (stąd nazwa) oraz dużym nagromadzeniem trudności. I wraz z towarzyszącym mi Damianem nie zawiedliśmy się – z czystym sumieniem potwierdzam, że jej miejsce w przewodniku z najpiękniejszymi drogami w Tatrach nie jest na wyrost!
Wspinanie zaczynamy dopiero po 12-tej gdy w ścianę zaczyna wchodzić Słońce – mimo zimnego wiatru jest bardzo przyjemnie i sucho, również na podejściu gdyż na tej wysokości śnieg zdążył już zejść. Droga startuje z rozdzielającej ścianę diagonalnej trawiastej rampy – podchodzimy nią wzdłuż poręczówki ok. 30m i zatrzymujemy przy pierwszym spicie. Pierwszy wyciąg (VII+) to świetna płyta z krawądkami i odciągami na starcie, z finiszem w zacięciu przecinającym lekko przewieszony w tym miejscu kant. Asekuracja stała podobnie jak na całej drodze jest rozmieszczona rzadko, ale zawsze tam gdzie potrzeba, a na większości łatwiejszych fragmentów dobrze siada własna asekuracja (friendy 0.2-0,75 lub/i kostki), wszystkie stanowiska są z dwóch ringów. Wyciąg udaje pokonać się OS-em, zgodnie z planem zaczynam więc również kolejny.
Ten rozpoczyna się od razu najtrudniejszym na drodze miejscem – krótkim bulderem z wyceną VIII+. Crux jest zaraz nad pierwszą wpinką, po złym ustawieniu przy pierwszym podejściu od razu próbuję raz jeszcze, tym razem z właściwym patentem – odważne wyjście na trawnik kończy problem. Kolejne metry to wznoszący trawers o niewygórowanych trudnościach ale w najmniej przyjemnym terenie na całej drodze – porośniętą depresją docieramy do zaciątka w kolejnym kancie. Tutaj czeka kolejny bulderek (VII), który jest dużo mniej stresujący po zastosowaniu się do sugestii Maria, który poinformował o braku stałego haka w tym miejscu i możliwości zastąpienia go czerwonym ball nutem (siada super!).
W trzeci, najpiękniejszy wyciąg (VIII-) jako pierwszy startuje Damian – wspinamy się w pięknej skale efektownym żółtym kantem, następnie przechodzimy w prawo na płytę ze słabszą rzeźbą w jednym miejscu i forsujemy wyrwę w okapiku, do której z prawej strony dociera łatwiejszy klasyk ściany czyli Via Verona. Niestety odzwyczajony od ciasnych butów partner nie dociąga do końca i zawisa w okapiku – po dotarciu do stanowiska zjeżdża na dół i puszcza mnie przodem, dzięki czemu już na lekko fleszuję wyciąg. Damian nie daje namówić się na powtórkę swojej próby, po dojściu do mnie rezygnuje też z wstawiania się w ostatni wyciąg – żal mi kolegi ale twierdzi że i tak mu się podoba, mam więc nadzieję że mówi prawdę 😊.
Wyciąg ostatni zaczyna się fragmentem wspólnym z Veroną – ciekawym przewinięciem za kant (VII), po którym docieramy pod główne trudności, znajdujące się w wąskim zacięciu przecinającym okap powyżej. Po wpięciu spita czeka nas efektowny bulderek – jak się nie uda można ładnie wylecieć 😉, na szczęście trafiam z wymyśloną sekwencją i po wklinowaniu się do środka robię kolejną wpinkę, po czym czeka druga część czyli fajne techniczne wyjście nad okap. Ciężko toto wycenić ale trafiając dobrze w chwyty oraz ustawienia, przychylałbym się jednak do zaktualizowanej wyceny VIII (oryg. VIII+). Po zakończeniu wspinania wygodnie zjeżdżamy pod ścianę – ponieważ wyciągi mają do 30m, wystarczy nam lina pojedyncza 60 + krótkie zejście wzdłuż poręczówki.
Moim zdaniem to najładniejsza ze wszystkich ósemek na Baszcie – gdyby nie większa wartość historyczna i przystępność Via Verony, spokojnie mogłaby zająć jej miejsce w tatrzańskim TOP101.












