03/10/2026Tagi: TatryDolina KieżmarskaJastrzębia TurniaWspinanie górskie lato

Pochyleho platna (Pająki), Jastrzębia Turnia

Wycena: VIII+   Wycena uzupełniająca: oryg. VIII   Asekuracja: RS2   Długość [m]: 130   Wyciągi: 4   Czas [h]: 5   Wystawa: SE   Ocena: 9/10   Komentarz:    

Piękny weekend w Tatrach - sobota z Bartkiem na Jastrzębiej Turni, niedziela z Anią na Wielickiej Baszcie. Pierwszego dnia wracamy z kolegą na Płytę Pochylego, jedną ze słynnych dróg Pająków, której nie udało nam się ukończyć w sierpniu. Tym razem dodatkowo podnosimy poprzeczkę i chcemy indywidualnie skompletować prowadzenie wszystkich wyciągów. Nastawiamy się na walkę do wieczora, bywają jednak takie dni, że wszystko idzie jak po maśle – to był jeden z nich i już po pięciu godzinach nieco zdziwieni ale bardzo szczęśliwi kompletujemy zadanie. Tak więc kolejne tatrzańskie marzenie spełnione – i to z podwójną satysfakcją. A droga jest przepiękna od pierwszego do ostatniego metra – numer 98 w tatrzańskim TOP 101 w pełni zasłużony!

Po podejściu nad Zielony Staw z parkingu ruszamy na próg Doliny Jastrzębiej i podziwiamy krajobraz naznaczony zmaganiem lata z zimą - północne wystawy i zacienione depresje pokryte są śniegiem, podczas gdy te południowe są suche i kolorowe. By dostać się pod upatrzoną drogę pokonujemy eksponowany trawers ubezpieczony poręczówką i stajemy pod efektowną wielką płytą, której skrajem wiodą Pająki, a środkiem najtrudniejsze tatrzańskie linie, Jet Stream (X) i Korona (XI-). Startujemy z trawiastej półeczki, na której znajdziemy stare kolucho i nową kotwę tuż obok. W ramach reekipacji w roku 2011 droga została bowiem doposażona w ringi, dzięki czemu asekuracja na niej jest komfortowa – w trudnościach poza stałymi punktami są haki (większość dobrej jakości), a na łatwiejszych fragmentach łatwo dołożyć własny sprzęt. Nam na całej drodze zdarzyło się dołożyć może z 2-3 friendy, nawet asekurując się gęściej zestaw #0.3 do #1 w zupełności wystarczy.

Wspinanie zaczynamy od nieco kruchego zacięcia, które doprowadza nas do okapiku z pierwszym ringiem – przewijamy się po lewej stronie i kierujemy do oddalonego o kilka metrów kolejnego punktu. Po tym nietrudnym ale dość odważnym odcinku czeka nas dobrze już obity trudniejszy fragment - przewieszona ścianka wprowadzająca do ciasnego zacięcia z fajnym technicznym wspinaniem (oryg. VI+ ale realnie ok. VII). Ostatnio wyciąg ten prowadził Bartek, tym razem robię to więc ja – idzie sprawnie więc po chwili melduję na stanowisku.

Kluczowy drugi wyciąg (VIII, choć wg wielu min. VIII+) jest krótki bo ok. 20-metrowy ale z akcją od początku do końca 😊. Zaczynamy czujnym zacięciem, pokonujemy bulderowe przewieszenie, trikowy trawers w lewo i okapik nad którym czeka jeszcze wypychająca do ostatniego metra ścianka. Szybko wieszam przeloty i przypominam sobie patenty, po czym obaj od razu w następnej próbie prowadzimy klasycznie – dzięki czemu pozostaje mnóstwo czasu i sił by uporać się w kolejnym, bardziej siłowym odcinkiem (oryg. VII+ choć realnie min. solidne VIII).

Na nim czeka kilkanaście metrów trudnego wspinania w przewieszeniu, po wyjściu kontynuujemy nadal zajmującą ścianką z rysą, która doprowadza nas do łatwiejszego w końcu zacięcia. Po dotarciu do półeczki ze spitem pod okapem można rozważyć zbudowanie stanowiska pośredniego (historyczne z haków jest po wyjściu z trudności niżej), do tego nowego czeka bowiem jeszcze 10-metrowy czujny trawers w lewo (ok. VI). Poprzednim razem z wyciągiem zapoznał się tylko Bartek i mimo zmęczenia brakło niewiele do przejścia – tym razem na świeżo próbuje od razu i ku naszej uciesze robi to skutecznie. Kolega dzięki dobremu prowadzeniu liny mógłby spokojnie dojść do stanowiska, by jednak bez problemu dojechać z powrotem i umożliwić mi prowadzenie zjeżdża ze wspomnianego miejsca. Mimo niezbyt mi odpowiadającego (choć pięknego) charakteru wspinania wyciąg o dziwo udaje się sfleszować – nie zatrzymuję się więc tam gdzie kolega, tylko od razu kontynuuję trawersem do nowego stanowiska.

Na deser pozostaje przyjemna formalność czyli piękna 40-metrowa płyta (V+/VI) z kilkoma ringami – idę pierwszy, zjeżdżam z ostatniego stanowiska i asekuruję kolegę. Ponieważ nie zabraliśmy butów (mając je można wyjść ze ściany trawersem do Doliny Jagnięcej lub iść na szczyt) wracamy zjazdami – mając dwie liny 50m na początek 10m niżej do stanowiska Jet Stream i z niego 40m wzdłuż przewieszonej płyty do stanowiska Corony, skąd już 30m do ziemi. Ponieważ do wieczora jest jest jeszcze kilka godzin, przez chwilę zastanawiamy się czy czasem nie iść jeszcze jakieś dodatkowej łatwej drogi w okolicy. Finalnie jednak rezygnujemy gdyż kolegę następnego dnia czeka wyjazd na delegację, a mnie wspinanie z Anią na Wielickiej Baszcie - jak się okazuje zaoszczędzone siły się przydadzą 😉.