Uzasny Svet, Wielicka Baszta
Po sobotnim przejściu wymarzonych Pająków na Jastrzębiej Turni należy się nagroda – najlepiej jakaś ładna droga w towarzystwie Ani 😊. Szukając czegoś w popołudniowym Słońcu z krótkim podejściem proponuję nową linię Úžasný svet (VII+ 200m) na Wielickiej Baszcie. Droga okazuje się zaskakująco atrakcyjna ale i bardziej angażująca niż się spodziewałem – nawet nie tyle dobrze obity wyciąg za VII+, co pozostałe nieco łatwiejsze, ale długie, kluczące i wymagające odważniejszych wyjść nad przelot, również ten własny. Na szczęście mimo porostów, skała jest prawie cały bardzo lita, a asekuracja siada tam gdzie potrzeba – autorzy popisali się wyczuciem z umieszczaniem spitów.
Na początek dnia czeka nas nieplanowane opóźnienie – jedziemy do Popradu po buty wspinaczkowe, bo Ania zapomniała swoich 😊. Nie martwi nas to jednak, gdyż na zachodniej ścianie Wielickiej Baszty Słońce świeci dopiero po godzinie 13-tej – wtedy też zaczynamy wspinanie. Úžasný svet startuje płytą pomiędzy jaskinią z lewej i kominkiem z Drogi Galfy-Urbanovic po prawej.
Na pierwszym wyciągu (VI+) jest tylko jeden spit i nie widać go z ziemi – dzięki szczegółowemu foto-topo bez problemu jednak wiadomo gdzie rozpocząć wspinanie. Początek okazuje się bardziej lity i mniej porośnięty niż można by się było spodziewać – idziemy filarkiem i płytą skośnie w lewo wzdłuż rys, po czym docieramy na półkę. Nad nią czeka przewieszona ścianka ze spitem – pokonujemy trudności odważnie wychodząc nad wpinkę, po czym kontynuujemy rysą gdzie łatwo już coś dołożyć. Swoją drogą na całej drodze przydały się małe i średnie friendy, można rozważyć dodatkowo kostki choć nie są niezbędne.
Drugi wyciąg (VII+) efektownie forsuje żółte przewieszenie – podchodzimy pod nie łatwo i zaczynamy trawers w lewo, na którym czeka podchwytliwy bulderek z bliskimi lecz nieco niewygodnymi wpinkami. Po cruxie wychodzimy z przewieszenia i kierujemy do widocznego stanowiska – dwa ringi jak na każdym na drodze. Trzeci wyciąg (VII-) ma prawie 50 metrów i trudności pod koniec, warto więc dobrze prowadzić linę. Pokonujemy wymagający uskok z lewej strony, idziemy łatwiejszym ale czujnym i wymagającym własnej asekuracji połogiem z rysami, który doprowadza nas do żółtej ścianki z dwoma spitami i mocną sekwencją.
Wyciąg czwarty to ponownie długie i zajmujące (VII) wspinanie – tym razem nieco mniej zawiłe ale już z dużo większą liczbą porostów, przez co trzeba się mocniej trzymać. Trudności trzymają od stanowiska do stanowiska, a pomiędzy czterema spitami trzeba dokładać własny sprzęt – na ostatnich metrach cieszę się, że po poprzednim dniu zostały mi jeszcze siły bo miałbym problem poprowadzić całą drogę OS-em 😉. Zadowolona jest również partnerka – płytowy charakter wspinania mimo sypiących się po oczach mchów przypada jej do gustu. Na dodatek drogę kończymy w idealnym momencie - o 17-tej, gdy Słońce chowa się za grań Gerlacha.
Piąty wyciąg (VI) to jednak nie formalność – po niełatwym starcie w połowie jest jeszcze mało czytelny fragment z obejściem okapiku, nad którym dopiero robi się łatwo. Z ostatniego stanowiska można łatwo wyjść na szczyt i ścieżkę zejściową prowadzącą nad kotłami w prawo, lub zjechać wzdłuż linii drogi. Ponieważ nie zabraliśmy butów, wybieramy drugie rozwiązanie – poza pierwszym zjazdem pozostałe są bardzo wygodne gdyż wiodą prosto w dół stromym terenem więc po chwili jesteśmy z powrotem pod ścianą i schodzimy przez Dom Śląski na parking. Podsumowując, zdecydowanie polecam drogę - kawał pięknego wspinania z cudnym widokiem w popołudniowym Słońcu!






















