18/10/2026Tagi: AlpyPaklenica - ChorwacjaAnica KukWspinanie górskie lato

Nema Dinka do Dinka, Anica Kuk

Wycena: IX-   Wycena uzupełniająca: 7b (VIII+/IX-)   Asekuracja: S2   Długość [m]: 290   Wyciągi: 8   Czas [h]: 12   Wystawa: N   Ocena: 8/10   Komentarz:    

Drugiego dnia weekendowego wypadu do Paklenicy, lekko podmęczeni po zmaganiach z drogą Sedmi Kontinent, ale za to wyspani, nie rezygnujemy z głównego celu  - Nema Dinka do Dinka (7b 290m). Dla mnie to droga numer 10 na Anicy Kuk (wizyt było więcej, wszystkie relacje pod tagiem) – od lat konsekwentnie bowiem kolekcjonuję jej kolejne klasyki przy okazji powoli podnosząc poprzeczkę, dla Szymona będzie to pierwsza wizyta na tej jednej z najlepszych europejskich ścian. Wizytówką drogi ku czci słynnego lokalnego restauratora (Dinka) jest przepiękny kluczowy odcinek z kilkoma cruxami na 35 metrach w przewieszającej się płycie. Również na pozostałych wyciągach mimo wyraźnie niższej wyceny wspinanie jest angażujące i atrakcyjne, polecam więc zdecydowanie!

By dostać się pod drogę podchodzimy ścieżką pod górną, północną część ściany, ograniczoną ostatnim wielkim filarem, pod którym znajduje się charakterystyczny próg. Około 100 metrów poniżej wielkiego komina którym biegnie droga Ljubljanski odbijamy piargiem nad ten próg i trawersujemy z powrotem w prawo po półce. Po dotarciu do jej końca docieramy do startu świetnej drogi Show must go on (6c) i Dinka tuż na prawo od niej.

Zgodnie z opisem skała na początku pierwszego wyciągu jest zwietrzała – po kilkunastu nieprzyjemnych metrach (dobrze jednak obitych) robi się jednak lepiej, a od drugiego wyciągu do końca drogi jakość wapienia jest wyśmienita. Prowadzę jako pierwszy – plan zakłada że skupię się na dolnych czterech wyciągach (w tym rozpracowaniu i poprowadzeniu kluczowego), a górne cztery poprowadzi kolega. Wybierając wariant oryginalny (na prawo od dołu wytyczono prostowanie ale wygląda na nie chodzone i hardcorowe 😉) wspinamy się (6b) skośnie w prawo do wyraźnej załupy (wprost wiedzie Show) i po ok. 25 metrach docieramy do stanowiska. Mimo iż w nowym przewodniku zaznaczono dopiero to wyższe warto z niego skorzystać – kolejne 15 metrów to dalsze wspinanie po skosie zacięciem (ok. 6a/6b), a nad nim długi poziomy trawers w prawo.

Kluczowy trzeci wyciąg (7b) to prawdziwa płytowa uczta – trudności zaczynają się tuż po starcie i odpuszczają tylko w kilku miejscach, gdzie można lekko podrestować. Sekwencje po małych chwytach z krawądkami, podchwytami i odciągami są świetne, a najbardziej wymagająca czeka na sam koniec. W trudnościach możemy liczyć na bliższe wpinki (obl. 6c), choć niektóre robimy z niewygodnych pozycji co dodatkowo męczy, są też dwa dłuższe runouty w środku i pod koniec, które zniwelować można jednak małymi friendami. Moja pierwsza próba kończy się dość nisko, co przy lekkim zmęczeniu i lekkiej kontuzji okazuje się zbawienne – dzięki temu mogę spokojnie rozpracować całość od wpinki do wpinki. Drugie podejście kosztuje dużo sił, spadam bowiem na wyjściu z ostatniego cruxa – morale spadają, postanawiam jednak spróbować raz jeszcze i o dziwo mimo kilku błędów udaje się!

Podczas czekania aż kolega wyczyści wyciąg i do mnie dotrze restuję na tyle by poprowadzić jeszcze kolejny odcinek (6c). Ten zaczyna się kilkoma siłowymi przechwytami, po których czeka odważne przejście z filarka do rynny i dalej do półki. Z niej kontynuujemy już łatwiej zacięciem, które wyprowadza na wielką półkę w połowie ściany – spotyka się tutaj kilka dróg, m.in. prowadzące po lewej Show, czy dochodzące z prawej i biegnące przewieszoną rysą kapitalne Jenjavi. Ze skraju półki przenosimy stanowisko 20 metrów wyżej i ruszamy w wyciąg o którym chodzą słuchy, że może być trudniejszy niż 6c+. Po chwili okazuje się dlaczego tak jest – bulder na starcie jest mocno parametryczny i mający prawie 190cm kolega spokojnie sięga klamy, podczas gdy ja mając 180cm robię to ledwo-ledwo. Zaraz powyżej czeka jeszcze jedna podchwytliwa sekwencja, po czym trudności odpuszczają – czujne techniczne wspinanie czeka jednak do końca. Po nieudanej próbie kolegi wydobywam resztki mocy i skóry by utrzymać nasze klasyczne przejście – udaje się i do szczęścia pozostaje nam długi wyciąg 6b+ bo ostatnie dwa łatwe to już raczej formalność.

Tutaj jednak sprawy ponownie się komplikują – po łatwym starcie kolega łapie bloka na płycie powyżej i prosi bym ponownie uratował nam tyłki 😉. Ruszam śmiało, a zakładając że pójdzie gładko nie zabieram czołówki choć Słońce chowa się już za horyzont. Ta pewność siebie mnie gubi bo górna część wyciągu okazuje się trudniejsza od pierwszej i dopada mnie ciemność – końcowe 10 metrów w rynnie bez spitów robione rozpaczliwie po omacku na długo pozostanie w mojej pamięci i dało dobrą nauczkę! Na deser pozostają nam dwa łatwe wyceną ale dalej niebanalne odcinki wyprowadzające ze ściany – czujne 5a rynnami skośnie w lewo i sprężne 5c w kominie. Mając nadzieję, że w końcu odetchnę, puszczam kolegę przodem – jak się okazuje idąc z plecakiem i świecąc telefonem z kieszeni (bo po co nam ciężar w postaci drugiej czołówki jak „na pewno nie będzie tutaj do nocy”) nie jest to zbyt dobry wybór 😊. Na szczycie stajemy dopiero o 21 przyjemnie sponiewierani - takie przejścia o które trzeba porządnie zawalczyć cieszą bowiem najbardziej!